Osoby które, doświadczyły procesu poszukiwania pracy, znają doskonale powyższy temat który, sugeruje jednoznacznie, że proces ten nie jest raczej utożsamiany raczej pozytywnie, jednego nie można mu zarzucić a mianowicie, że daje nadzieje i motywuje człowieka do zdobycia w końcu swojego „punkt zaczepienia” dzięki któremu „stanie na nogi” poprawi swoją sytuacje bytową, lub będzie robił to co lubi i przyniesie mu to w przyszłości samospełnienie aspiracji zawodowych. Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna, nawet brutalna, i mocna podprawiona iluzją i kłamstwem przede wszystkim propagowanym przez agencje HR gdzie zbierają nasze dane poprzez przysyłane do nich CV, następnie dzwonią do nas, charakteryzują się elokwencją i oszałamiającą sztuką perswazji, umawiają nas na rozmowę kwalifikacyjną, my w rezultacie rozemocjonowani, pozytywnie zaskoczeni, że ktoś w końcu zadzwonił jedziemy setki kilometrów w nadziei i wizji „lepszego życia” wydajemy zaoszczędzone pieniądze na paliwo czy transport, w pełni przekonani, że się nam to „opłaci”. Pani przeprowadza typowy wywiad, rozprawia o zaletach firmy, przekonuje nas, że jesteśmy dobrym kandydatem, i jest realna szansa zatrudnienia, po czym w swoim prywatnym „notatniku” zapisuje jakieś informacje, my się podpisujemy i pani każe nam czekać na telefon który,… nie zadzwoni.
Pani za odbytą pięciominutową rozmowę dostaje „super premię” bo kandydat się zjawił, a my zostajemy z niczym, Dzwonimy do biura rekrutującego a Pani nie ma bladego pojęcia kim jesteśmy, po czym mówi: „rekrutacja już dawno zakończona” jest to powszechna praktyka takich biur nastawionych tylko i wyłącznie na zarobek i wysokie premie za sam przeprowadzony „poważny na wysokim poziomie proces rekrutacyjny” . Sytuacja wielokrotnie powtórzona, a co gorsze kandydat na dane stanowisko już dawno jest „obsadzony” lecz proces musi się odbyć.
Kolejna, że tak to ujmę „ściema” na rynku pracy to tak zwane konkursy stanowiskowe w których brałam udział kilkakrotnie i o kilka razy za dużo. Proces składa się zazwyczaj z trzech etapów: CV, rozmowa, testy wiedzy, potem rozstrzygniecie, do dzisiaj znam regulacje i normy pracy które, wkuwałam po nocach i inne „wielkie” wymagania. Przychodzi dzień sprawdzenia umiejętności i wiedzy, na korytarzu z 8 osób, każdy nerwowo patrzy, bo przecież jesteśmy jakby nie było „rywalami „ o prace na stanowisku uwaga…referenta, każdy jeszcze czyta notatki powtarza rozporządzenia i inne bzdury, po chwili idzie pani chyba która zajmuje się sprzątaniem pomieszczeń i mówi jakby do siebie: „biedaczki”, myślę o co tu chodzi, i poszłam za nią. Okazuje się, że stanowisko już dawno jest zajęte ale procedura musi być i koniec. Faktycznie pani miała racje, z osób które, przybyły żadna się nie dostała… to był mój ostatni raz w tego typu poszukiwaniach pracy.
Byłam nie bezpośrednim świadkiem kiedy starający się o prace w firmie produkcyjnej musiał najpierw zapłacić księgowej by rozważono jego kandydaturę i nie ważne czy ma doświadczenie czy nie, uprawnienia, predyspozycje, „zapałać i od poniedziałku się widzimy”.
Kolejna żałosna praktyka prowadzona w naszym kraju, tym razem najgorsze ( o ironio) miejsce gdy poszukujemy pracy to, pretensjonalny do szpiku kości urząd pracy, prace dostajemy nie ze względu na umiejętności, chęci, czy osobiste uwarunkowania, tylko jak mamy znajomości, w ten właśnie sposób gimnazjalistka zostaje kierownikiem zmiany, a mi pozostaje „pakowacz”. Nie gardzę żadnym zawodem absolutnie nie! Bo też taką pracę wykonywałam i mogę to bez problemu robić, chodzi głównie o sprawiedliwość, uczciwość, której nie ma na tym polu. My „zwykli” starający się i szukający upragnionego zajęcia nawet najbardziej banalnego, musimy podejmować wysiłki graniczące z absurdem: znajomość języka, całkowita dyspozycyjność, dobre zdrowie, sprawność manualna, odporność na stras znajomość norm, przepisów poddawana weryfikacji, mamy wykonywać wiele czynności które, tak naprawdę powinny być w kompetencjach przynajmniej dwóch dodatkowych pracowników, jesteśmy od wszystkiego. A inni nie muszą zbytnio podejmować wysiłku, wystarczy że, posiadają nazwisko, a szare komórki to tylko dwa smartfony w odcieniu „super gray”
Na podstawie doświadczeń swoich i wielu innych osób, stwierdzam, że aktualnie system zatrudniania to totalne dno, potrafią bawić się z kandydatem, i stosować przy tym bardzo sprytne „sztuczki” byś uwierzył a potem byś chodził „załamany” dlatego do tego typu procesu podchodź totalnie z dystansem, nie grasz o „złote majtki” a poza tym totalnie nie warto zaśmiecać swojej głowy rozczarowaniami które, nie są naszym udziałem, poprzez tak zwane wmówione nam porażki tracimy ducha motywacji a to bardzo niedobrze, jak nie „ta” droga to znaczy, że pisane jest tobie coś innego. Nie poddawaj się i nigdy nie wierz w to że, ktoś był lepszy, drugiego jak ty nie ma i nie będzie. Dzisiaj wartość nauki, powołanie, chęć kompletnie nie maja żadnego znaczenia, ważne jest co jesteś w stanie zrobić dla „pryncypała i jego poddanych najbliższych do korytka” by się utrzymać a często są to wymagania godzące w godność i moralność człowieka, bo tacy myślą, że mają władze nad człowiekiem i wykorzystują ją bardzo umiejętnie a człowiek pochłonięty swoimi obowiązkami nawet nie dostrzega, że jest wykorzystywany i powolnie „tonie”.